W kolejnym meczu w walce o finał NBA, na Wschodzie, Orlando Magic zagrali tak jak w sezonie zasadniczym, kiedy zachwycali kibiców. Podopieczni trenera Van Gundy’ego grali szybko i skutecznie, świetnie wyprowadzali kolegów z drużyny na otwarte pozycje na obwodzie, rządzili pod koszami i dobrze wykorzystywali akcje typu pick&roll. Magic wygrali 113:92 i w całej serii przegrywają 3:2. Marcin Gortat grał przez 20 minut i zanotował 2 punkty, 4 zbiórki i asystę.
Drużyna z Orlando fatalnie, bo aż od trzech strat, zaczęła piąte spotkanie serii. Jednak potem było już tylko lepiej, Magic wygrali wszystkie kwarty meczu i nie dali sobie wyrwać przewagi, którą zbudowali, chociaż w trzeciej kwarcie za sprawą świetnie grającego Rajona Rondo, Celtics niebezpiecznie odrabiali straty. Gospodarzom udało się powstrzymać ataki zespołu Doca Riversa i swoją przewagę podkreślili w ostatniej odsłonie spotkania, którą wygrali 12 punktami.
Przed środowym meczem w Orlando, Marcin Gortat podkreślał na naszych łamach, jak ważna do odniesienia zwycięstwa będzie agresywność w grze “Magików”. Agresji nie zabrakło i udało się odnieść drugie zwycięstwo.
Koszykarze Magic mocno walczyli w obronie i wykonali świetną pracę w ataku, gdzie ich gra wyglądała tak jak podczas spotkań sezonu zasadniczego czy pierwszych dwóch rund play-off, kiedy wszyscy zachwycali się ich stylem. Przede wszystkim grali bardzo szybką koszykówkę, którą świetnie napędzali rozgrywający Jammer Nelson i Jason Williams.
Poza tym byli bardzo skuteczni, potwierdzili dwa elementy gry, z których wcześniej słynęli, a więc doskonałą egzekucje rzutów za trzy (52%, na początku meczu 7/11) i silę podkoszową, która pozwoliła im wygrać walkę o zbiórki aż 43:26.
Pisząc o ofensywnej grze Magic nie sposób wspomnieć o świetnej realizacji akcji pick&roll, które przyniosły im wiele punktów. Najczęściej skutecznie kończył je Dwight Howard, który zdobył 21 punktów. Jednak to nie Superman, lecz Nelson był najlepszym strzelcem Magic, zapisał na swoim koncie 24 “oczka”.
Warto także odnotować dobrą grę skrzydłowych z pierwszej piątki Magic, Matt Barnes poza dobrą defensywą, do czego już wszystkich przyzwyczaił, wreszcie był także produktywny w ataku, trafił 3 z 4 oddanych “trójek”. 14 punktów do dorobku Orlando dorzucił Rashard Lewis, który tym razem częściej ustawiany był jako niski skrzydłowy i bardzo dobrze realizował swoje zadania.
Trener Van Gundy zdecydował się wystawić Lewisa na “trójce”, aby grać więcej “Twin Towers” z Marcinem Gortatem i Dwightem Howardem, co nie po raz pierwszy w tym sezonie, przyniosło dobre rezultaty.
Na koniec warto pochwalić całą drużynę Magic, oczywiście na największe brawa zasługują liderzy Nelson i Howard, ale wszyscy, którzy pojawili się na parkiecie mieli wkład w grę drużyny, każdy zdobył punkty.
yeeeeeeee jedziem z bostonem, ja sie troche wstydze bo w 3 qwarcie zasnelem ale z moich megigow jestem dumny, Marcin dobre wejsie w pierwszej kwarcie 2 osobowe, asysta do Redicka, zbiora w ataku i z tego ponownienia 3 poleciala, elegancko 2min na parkiecie 7pkt zespolu. Szkoda ze Stefan teraz Bassa na 4 puszcza zamiast Marcinka ale jesli wygrywa zespol to jest ekstra. Go Magic Go jedziem zmasakrwac dziadow w Bostonie. A i jeszcze jedno ten technik to niczym jak w plk aptekarze gwizdneli za co ze pile mu wybiles zenada. 5 Marcin jestem z wami
Swietna, twarda walka w obronie, Marcin. Nelson 5 gwiazdek. Perkins needs to chill out!