W trzeciej już odsłonie „NBA według Gortata”, Marcin opowiada o tak zwanym „trash-talkingu”, a więc „brudnych gadkach”, które są nierozłączną częścią meczów najlepszej ligi świata, o czym „Polski Książe” i jego koledzy z Orlando Magic najlepiej, nie po raz pierwszy, przekonali się w rywalizacji z Boston Celtics.
Pierwsze „brudne gadanie”
Muszę przyznać, że dobrze wspominam swoje pierwsze tego typu rozmowy na parkietach NBA, zawsze zaczynały się one od zawodników Detroit Pistons, a w szczególności Rasheeda Wallace’a, który jeszcze wtedy reprezentował barwy Pistons. On uwielbia „trash talking” i często zdarza mu się wypowiadać jakieś głupie teksty, potrafi nawet powiedzieć do kolegów z drużyny, że jest nie do zatrzymania i trzeba mu dawać piłki. Moja drużyna, Orlando Magic, zawsze potykała się w play-off właśnie na ekipie z Detroit, o czym oczywiście zawsze nam wspominał, mówiąc, że nigdy ich nie przejdziemy. Mogę powiedzieć, że wiele ze zdań, które wypowiada na parkiecie, są po prostu śmieszne i z biegiem czasu mieliśmy z nich niezły ubaw.
Najwięksi „pyskacze” w NBA
Przede wszystkim wspominany przed chwilą Rasheed Wallace jest liderem w tej klasyfikacji. Do niego dodałbym jeszcze Kevina Garnetta, a także paru zawodników z naszej drużyny, którzy bardzo lubią gadać. Jednak chyba najlepszym duetem takich „gaduł” jest KG z Rasheedem Wallace’m w Boston Celtics. Oni nawzajem mówią sobie masę rzeczy, z których potem wiele z nich nie udaje się zrealizować podczas meczów. Myślę, że w tym gronie mogliby się jeszcze znaleźć, kolejny zawodnik Celtics, Paul Pierce, a także Kobe Bryant.
Najbardziej pamiętliwy boiskowy dialog
Rozmowa, którą chyba najdłużej będę wspominał, miała miejsce na linii rzutów osobistych, kiedy grając na „Dwie Wieże” powiedziałem do Dwighta „ja mam Rasheeda”, na co Wallace powiedział do mnie „ nie masz nic”, „nie dasz rady mnie zatrzymać”. Prawda była taka, że od tego momentu do końca meczu nie był w stanie nawet złapać piłki, aż tak mocno był odcinany od podań. Pod koniec tego pojedynku Dwight powiedział Rasheedowi „znowu dużo gadasz, a mało robisz”, a on oczywiście nie pozostawił tego bez odpowiedzi, wypowiadając swoje parę słów w kierunku Dwighta. Jaki był finał tej sytuacji? Na sam koniec, Dwight zakończył mecz wsadem nad jego głową- właśnie w ten sposób kończy się większość tego typu rozmów w NBA
no …. a potem gadające dziadki z zielonej łąki pojechały z Wami jak z furą ….. Orlando nie będzie miało majstra dopóki lider do tego nie dorośnie mentalnie — a ja ktoś chce grać Carterem finały konferencji to powodzenia …. życzę zmiany klubu MG bo Stan to lichy trener drugi raz nie dał rady ogarnąć tematu
Zgazdzam się z przedmówcą, W finale jest Boston, więc tego typu sztuczki były skuteczne! Swoją drogą Sheed nie jest byle kim, Czasem to co mówił wcielał w życie. Życzę powodzenia za rok! Peace!
i kropka. zieloni rozjechali niebieskich tak, że nawet svg nie wiedział co powiedzieć. no i sheed, jak kolega stwierdził, nie jest byle kim i wiedział co mówi. mlody sheed jak się zdenerwowal to nie było prostych punktów.
co do lidera to nie może to być ciosany drewniak, ktory w arsenale ma tylko dunki i lokcie oraz zero genu przywodztwa, i innych umiejętności poza-i koszykarskich. sorry
jak to mowi często sheed – ball don’t lie
ale podoba mi się nastawienie!